Kilka refleksji na temat psychotropów

Dziś subiektywnie.

Bardzo. Jest 2 w nocy, siedzę i nie mogę spać. Odstawiam psychotropy.

Co spowodowało, że chcę odstawić? 1. Czuję się dobrze, na tyle, że radzę sobie z emocjami. 2. Chęć zostania mamą.

Przez 10 lat z przerwami brałam różne psychotropy: najczęściej fluoksetynę i sertalinę. Ale mój lekarz na początku tego roku, podczas terapii, zmienił fluoksetynę (SSRI) na wenlafaksynę (SNRI), lek ponoć skuteczniejszy. Owszem, pomógł mi stłumić emocje na terapii i przetrwać trudne chwile mogąc pracować i zarabiać. I to jest ok. Szkoda, że żaden lekarz do tej pory nie powiadomił mnie o efektach ubocznych odstawienia leków. A one są. I to niemałe. Podobno jedne z bardziej dokuczliwych przy wenlafaksynie.

Odstawiałam pomalutku. Pierwszy miesiąc połowa dawki, drugi – ćwierć dawki. I było ok. Pracowałam, odpoczywałam, brałam witaminy i omega-3 na mózg. Ale odstawiłam do zera w ubiegłym tygodniu. I zaczęły się „jazdy”. Na tyle, że dziś musiałam zwolnić się z pracy, bo miałam niemalże atak paniki.

Objawy które mi towarzyszą od jakichś 4 dni: silne zawroty głowy, bezsenność lub nadmierna senność (jak już zasnę, śpię jak zabita, choć sny mam wielce niepokojące), uczucie odrealnienia (jakie dziwne mam ręce… czemu akurat takie a nie inne?), „prądy” przechodzące wzdłuż twarzy, latająca powieka, trudności z koncentracją uwagi i ogarnięciem myśli, drętwienia twarzy i ust, nerwobóle w biodrach. Ogólnie: ostry kac. Razy trzy.

Wiele z tych objawów już znam – towarzyszyły mi w najcięższych chwilach depresji i nerwicy. Ale obecnie – czuję się nawet ok psychicznie, radzę sobie w pracy i życiu (mimo trudnej sytuacji finansowej…), więc ewidentnie nie jest to nawrót. Jedyne co mnie niepokoi to niemoc normalnego funkcjonowania przez te objawy.

Nie dałam dziś rady. Wzięłam 1/8 dawki. Po 3 godzinach – częściowe wyciszenie objawów odstawiennych. Wizytę mam za 2 tygodnie. Widocznie tempo schodzenia było za szybkie. Muszę jakoś funkcjonować. Mam tylko nadzieję, że mój organizm jeszcze pamięta, jak produkuje się serotoninę. Albo że na nowo się nauczy. W planie mam 1/8 dawki co 2 dni. A potem ponowną próbę odstawienia…

 

Piszę o tym dlatego, że jeszcze do niedawna byłam zwolennikiem psychotropów. Obecnie – widzę, jak szybko i jak wiele rzeczy w krótkim czasie zmieniło po prostu wypłakanie pewnych rzeczy na terapii. 10 lat psychotropów VS niecały rok terapii. Widzę ogromną różnicę na korzyść terapii. Jest tylko jeden problem: mamy za mało dobrych terapeutów, a jeśli już są – wyjeżdżają, bo w Polsce mają trudny byt. Na terapię czeka się długo i jest dostępna tylko w dużych miastach. Tymczasem widzę, jak bardzo jesteśmy chorzy jako społeczeństwo. Ilu z nas ma dolegliwości psychosomatyczne, a nawet nie wie, że to przez stres i nerwy. Leki pozwoliły mi przetrwać czas oczekiwania na znalezienie pomocy i samouzdrawianie terapią (samouzdrawianie, bo to praca nad sobą, terapeuta tylko towarzyszy i wskazuje kierunek). Leki mnie nie uzdrowiły.

 

Piszę też to po to, abyście mieli na uwadze, że pigułka nie jest w stanie uzdrowić was na każdym poziomie, a tym bardziej jeśli problem leży w sferze psychicznej czy duchowej. Czy zatem polecam psychotropy? I tak i nie. Pomagają przetrwać te chwile, w których nie mamy siły mierzyć się z naszymi „demonami”. Ale odkładają to w czasie – jeśli chcemy wyzdrowieć, prędzej czy później trzeba będzie się z nimi zmierzyć.

 

FB_IMG_1508481364269

 

Akceptacja – nie negacja

Od kilku dni myślę, aby napisać coś na temat akceptacji. Już nie chodzi tylko o akceptację siebie (co ważne), ale też akceptację danego stanu, choroby, ułomności w sobie. Doświadczyłam tego bardzo dobrze przy próbie pozbycia się dodatkowych kilogramów. Dopóki patrzyłam w lustro i mówiłam sobie w środku: nie chcę taka być, chcę być szczupła/ładna/bez tych boczków itd. … jakoś to nie działało. Powodowało tylko większy ból, niechęć do siebie (bo neguję jakąś część siebie), niechęć do działania i paraliż, w rezultacie czego łatwiej zajadałam ten stres, poddawałam się złym myślom, że nie uda mi się być szczupłą.

W momencie, kiedy stanęłam w prawdzie przed sobą: „tak, mam dodatkowe kilogramy i jestem w stanie podjąć konkretne działania aby je powoli zniwelować, ale generalnie to lubię siebie i podobam się sobie taka jaka jestem i te kilogramy nie odejmują mi ani grama pewności siebie ani samoakceptacji, po prostu są i mogę podjąć ćwiczenia i lepiej się odżywiać dla zdrowia…” … w tym momencie dokonałam akceptacji obecnego stanu rzeczy. I pewnego przeniesienia. Bo przestało chodzić o wygląd (z tą całą otoczką presji współczesnego świata na idealny wygląd), a zaczęło chodzić o zdrowie i poczucie lekkości w ciele (nieobce mi, bo wiele razy ważyłam już mniej). Zaczęło chodzić o to, aby poprawić jakość swojego życia, a nie o to, aby wypominać sobie błędy. Przecież nie wezmę noża, nie odetnę sobie tłuszczu z brzucha już teraz. To powolny proces, aby schudnąć. Przestało chodzić o to, aby się oskarżyć i ukarać, a zaczęło o to, aby sobie przebaczyć i pójść dalej. To jest ta różnica. I nieraz naprawdę potrzebuję się skupić, aby ją wydobyć. Ale efekty już są. Dieta nie męczy, a syci bo jest pełna witamin, ćwiczenia nie męczą, a są odprężeniem, bo wybieram aktywność jaką lubię i gdy ćwiczę nie myślę o rywalizacji, tylko o tym, że to jest czas dla mnie, czas odpoczynku dla skołotanych nerwów i robienia czegoś dobrego DLA SIEBIE.

Myślę, że o to chodzi w większości problemów, z którymi się spotykamy. Aby nie klapnąć na kanapie i narzekać, jak jest źle i podle, jak ja nie lubię tej części siebie, ale o to, aby przyznać: tak, taka jestem i mogę coś z tym zrobić, jeśli mi to przeszkadza w życiu. Skierowanie uwagi na działanie i jednocześnie akceptację danego stanu rzeczy (jaki by on nie był: np. mam depresję – tak, mam, ale mnóstwo ludzi wychodzi z depresji, jest wiele książek, poradników, są ludzie którzy są w stanie mi pomóc, nie jestem sama, mam siebie, mam innych, zawsze jest wyjście, nawet jeśli nieidealne, ale jest).

Ważne jest aby zauważyć, że nie będzie idealnie. Nawet jeśli schudnę, nie będę mieć ciała modelki. Mam szerokie kości, wadę kręgosłupa, coś co pozostanie, bo zostało nabyte dawno temu, bo jest moje. Bo wzięło się z zaniedbań mojego ciała, gdy byłam jeszcze zbyt mała, by o sobie w pełni decydować. Ale to też mogę przebaczyć. Mogę ubierać się tak, aby mnie to nie krępowało. Mogę podkreślać swoje dobre strony: ładne oczy i dłonie, mogę dbać o prostą sylwetkę przez ćwiczenia i dobre nawyki… Mogę przykryć to szczerym uśmiechem i entuzjazmem. Iluż znamy ludzi, którzy nie są „piękni” fizycznie (wg kanonów współczesnych) ale mają w sobie to coś, ten błysk w oku, ten dowcip, coś pozytywnego, czym zarażają innych…? I właśnie do tego chcę dążyć. Godzić się z tym, że ciało to nie wszystko, to nie cała ja. Że ciało zestarzeje się, nabierze blizn, których nie da się nieraz usunąć, ale tam w środku dalej mogę być piękna.

I tego wam życzę, przy zmaganiu się z każdym problemem. Odnalezienia piękna w sobie i miłości do siebie, które będą większe, niż ten problem i pozwolą powolutku się z nim mierzyć.

16143033_430682243930610_4413786515306214424_n

Motywatory cz.3.

Hej Kochani!

Z racji, że ostatnio dużo czasu spędzam na poszerzaniu kwalifikacji zawodowych, nie mam go wiele na pisanie, nad czym ubolewam :(… U mnie ciągły bieg, czuję potrzebę zwolnienia, i właśnie dziś po intensywnym szkoleniu się nadarzyła. Luźny poranek i cudowne filmy na youtube, na które natrafiłam ostatnio – filmy z kanału Mała Planeta. To taki motywator numer 1. Naprawdę warto. Podlinkowuję tutaj:

 


http://https://www.youtube.com/channel/UCbD70RA3aiDzgX34uzEzjJQ/videos

 

 

Autorka sama zmagała się z depresją i DDA. Dobrze oglądać od najstarszych filmów, by zobaczyć jej przemianę. Mam nadzieję, że nie obrazi się za podlinkowywanie jej tutaj. Mam wrażenie, że warto aby te filmy zobaczyła duża część osób z depresją i ich bliskich.

A teraz już porcja motywatorów na dziś:

1623665_10151931430181931_1814734170_n22007846_498518147164071_399623744723512176_n 22279778_1802822149731381_4814689123731393863_n

 

Moje tłumaczenie:

 

Kiedy mówię: jestem Chrześcijaninem,

Nie krzyczę: Jestem wybawiony!

Tylko szepczę: Zagubiłem się,

Dlatego wybrałem tą drogę.

 

Kiedy mówię: jestem Chrześcijaninem,

Nie mówię tego z ludzkiej pychy,

Ale wyznaję to z pokorą

I potrzebą, by Bóg był moim przewodnikiem.

 

Kiedy mówię: jestem Chrześcijaninem,

Nie staram się być silny.

Wyznaję, że jestem słaby

I modlę się o siłę by iść dalej.

 

Kiedy mówię: jestem Chrześcijaninem,

Nie przechwalam się sukcesem.

Przyznaję się do porażki

I niemocy aby spłacić dług.

 

Kiedy mówię: jestem Chrześcijaninem,

Nie myślę, że wiem już wszystko.

Poddaję się we własnym zagubieniu

I proszę by mnie pouczono.

 

Kiedy mówię: jestem Chrześcijaninem,

Nie twierdzę, że jestem perfekcyjny.

Moje niedostatki są zbyt widoczne,

Lecz Bóg mówi, że jestem wartościowy.

 

Kiedy mówię: jestem Chrześcijaninem,

Wciąż czuję ukłucie bólu.

Mam swój udział w bólu istnienia,

Dlatego szukam imienia Boga.

 

Kiedy mówię: jestem Chrześcijaninem,

Nie chcę oceniać;

Nie mam do tego władzy.

Wiem tylko, że jestem kochany.

 

22281687_824877811024956_4245187409236315115_n22687964_1701907273216007_2786450913197354959_n

Program 6-ciu kroków. Alternatywna terapia.

Witam ciepło. Choć przeziębiona i nieco tym zdołowana, pocieszam się myślą, że wszystko minie. Także zapalenie zatok:)

Dziś mam dla Was coś z czym nie mogę wytrzymać, żeby się podzielić, mimo, że sama dopiero jestem w trakcie „przerabiania” książki/kursu pewnego doktora, naukowca, który opracował i sprawdził 6 sposobów na wyleczenie depresji bez leków. Okazuje się, że leki nie działają w każdym przypadku, a w ciężkich, nawracających przypadkach, dają niewiele, poza złagodzeniem silnych lęków (co nie znaczy, że nie należy ich brać – mnie pewnie nieraz uratowały przed otchłanią rozpaczy). Depresja, choć lekka, pozostaje, organizm przyzwyczaja się do leków, wciąż wpadamy w te same schematy myśli i działań i doprowadzamy do nawrotów. Tak było w moim przypadku. I choć dużo dała mi terapia i praca nad sobą, myślę, że warto skorzystać z programu 6-ciu kroków, które proponuje nam Stephen S. Ilardi w książce „Pokonaj depresję. Program 6 kroków bez leków”.

Na tego pana natknęłam się na kanale pogadankowo-naukowym Ted, na którym znajdziemy wiele filmów w temacie chorób psychicznych. W skrócie jako lekarz opracował program prowadzący do zmiany stylu życia na korzystny dla zdrowia psychicznego. Swoją teorię opiera na tym, że jako gatunek ludzki jesteśmy przystosowani wciąż do warunków życia człowieka pierwotnego: trybu życia zbieracko-łowieckiego, który jest dla nas najkorzystniejszy i który prowadzą do tej pory niektóre plemiona (wśród których zachorowalność na depresję jest niemal znikoma, mimo prymitywnych warunków życia). Przez lata rozwój technologiczny wyprzedził nasz rozwój ewolucyjny, zwłaszcza w XX wieku, kiedy to nastąpiła radykalna zmiana stylu życia, komputeryzacja, mechanizacja, do czego człowiek nie jest w stanie przystosować się ewolucyjnie tak szybko (to zaledwie kilka pokoleń). Stąd – jak wnioskuje doktor – nastąpiła epidemia depresji na przestrzeni ostatnich lat. Zmieniła się nasza dieta (na bardziej śmieciową), styl życia (na bardziej siedzący), kontakty społeczne (izolujemy się od innych zmysłowo), w dodatku nadmiar pracy, bodźców, obowiązków i niedomiar świeżego powietrza i odpoczynku to nasza codzienność. Autor wyłapał u swoich pacjentów, że są to zmiany które istotnie głęboko wpływają na ich samopoczucie psychiczne. I proponuje nam 6 kroków do poprawy swojego życia, nad którymi warto, abyśmy pracowali.

1. Jadłospis zawierający kwasy tłuszczowe Omega-3

2. Zaangażowanie w jakąś działalność

3. Aktywność fizyczna

4. Ekspozycja na światło słoneczne

5. Wsparcie społeczności

6. Zdrowy sen

Tak. To wszystko. I to aż tak wiele. Nie będę rozpisywać się tutaj o poszczególnych składnikach tego programu (ale myślę, że po dokonaniu zmian w sobie opiszę je w poszczególnych postach i sprawdzę, czy rzeczywiście działają:)). Na razie bardzo chciałabym wam polecić wykład doktora na Ted, do którego zamieszczę link i oficjalną stronę (po angielsku) oraz odsyłam Was do zakupu książki (niedrogo). Myślę, że warto spróbować, wg mnie nie są to kolejne naukowe brednie, ale konkretny program, który może pomóc o ile nie wyeliminować, to znacznie złagodzić depresję i nerwicę, a przynajmniej jej kliniczne postaci.

Aha, jeśli prowadzicie terapię u lekarza, warto zapytać go o zdanie na temat tej terapii oraz nie rezygnować z tej medycznej, zwłaszcza jeśli macie myśli samobójcze. Zachęcam tu tylko do wypróbowania dodatkowej metody, która może współistnieć z psychoterapią i terapią lekami.

pokonajdepresje

Tu link do wykładu na TED:



Tu link do strony autora:


http://tlc.ku.edu/

Tu link do najtańszej opcji zakupu e-booka:


http://www.gandalf.com.pl/e/pokonaj-depresje-epub/

DDA

Witojcie! (dziś tak z góralska)

Gdy byłam na terapii, wpadł mi w ręce (dzięki niezastąpionej Małgorzacie) manifest DDA – Dorosłych Dzieci Alkoholików. Czytałam go z przejęciem – odnalazłam w nim swoje objawy! Okazuje się, że choć nie dorastałam w rodzinie z problemem alkoholowym, dotyczy mnie wiele problemów, które przeżywają także osoby wychowywane w takich rodzinach (co w Polsce niestety wciąż nie należy do rzadkości). Bardziej można by określić to wychowywaniem się w rodzinie „Dysfunkcyjnej”, jak to jest też nazwane w tekście, gdyż takich dorosłych dzieci ten manifest też dotyczy. Nie nazwałabym swojej rodziny dysfunkcyjną, choć na terapii odkryłam, że wiele tam nie grało (np. głód emocji i uczuć). Myślę, że jednak wiele osób, które popadło depresję, ma jakiś problem w swojej rodzinie. Zresztą, nie ma rodzin idealnych. Nie piszę tego, by wyrzucić żal na rodzinę, to nastąpiło bowiem na terapii i pogodziłam się z pewnymi rzeczami, a przynajmniej staram się je rozumieć. Chcę zwrócić uwagę na problem, który jest powszechny – dysfunkcje rodzin, czy to pod względem uzależnień, czy pod względem po prostu braku miłości, zrozumienia, empatii…

Zapraszam więc na stronę, gdzie znajdziecie pełen tekst „manifestu” (niestety nie da się do skopiować, można wydrukować):


http://swiatlopana.com/6875/wspolnota-doroslych-dzieci-alkoholikow-i-doroslych-dzieci-z-rodzin-dysfunkcyjnych/

Może odnajdziecie się i w nim i znajdziecie w nim wskazówkę do dalszych starań aby wyjść na prostą;)

Zajrzałam jeszcze na stronę dda.pl (nieoficjalna strona DDA) i można tam znaleźć powyższe teksty jak i wiele innych. Polecam ;)

21106577_806391619540242_6352617321434363883_n

Lepsze i gorsze dni

Dziś pomyślałam, że napiszę od serca. Co ostatnio u mnie się dzieje w związku z depresją/nerwicą. I jak sobie z tym radzę.

Terapia nie oznacza dla mnie końca zmagań. Zapisałam się na indywidualną, na którą muszę jednak czekać dłużej (NFZ) i w międzyczasie pracuję i odpoczywam. Myślę też o dziecku… Szukam też pomysłu, aby sobie lepiej poradzić w życiu (głównie finansowo), gdyż z mojej obecnej pracy trudno się utrzymać samej. Niedługo startuje ważne dla mnie szkolenie, próbuję więc o siebie zadbać fizycznie (co średnio mi wychodzi – niestety mam wciąż wahania wagi i dolegliwości żołądkowe). Lepsza dieta, więcej sportu, więcej relaksacji… Mam jednak wciąż dni, że „jakoś nie tak” i najchętniej zaszyłabym się w łóżku z paczką chusteczek, czekoladą i ciepłą herbatą. Staram się to akceptować i zwalniać wtedy obroty. Organizm daje mi znać, że jest zmęczony. Że potrzebuje relaksacji, regeneracji. Często przemagam się wtedy i staram się mimo wszystko ćwiczyć fizycznie (polecam jogę, którą ostatnio wdrażam do porannej rutyny, najlepiej z Małgorzata Mostowska) albo robić coś w domu (mamy duży dom = dużo sprzątania + remonty). Albo leżę i oglądam coś na youtube, gdy już zupełnie opuszczają mnie siły witalne. Ostatnio bardziej produktywne treści, po angielsku, aby przy okazji przypomnieć sobie ten piękny język. Najczęściej oglądam TEDTEDx Talks. Dobre kanały i zawsze można znaleźć coś co mnie interesuje, np. tematy depresji, chorób cywilizacyjnych, psychologii, sztuki życia. Zainteresowało mnie ostatnio zagadnienie wynalezienia nowej metody leczenia depresji przy użyciu leku będącego w fazie eksperymentalnej o nazwie Calypsol. To po prostu Ketamina – substancja podawana do znieczuleń ogólnych w szpitalach. (Nawiasem mówiąc miałam raz okazję być pod jej wpływem, dawno więc nie pamiętam.) Wykazano, że działa znacznie na długotrwałą poprawę odporności na stres, niweluje depresję, głównie objawy somatyczne… Ale jest używany obecnie do innych celów i chyba jeszcze długo tak będzie… Czasem jest tak, że nachodzą mnie wątpliwości, czy aby na pewno uda się wyleczyć mnie tak, abym już nigdy nie doświadczała objawów somatycznych uniemożliwiających mi działanie? Czasem myślę, że może faktycznie ten lek jest, tylko jeszcze go nie znamy, nie stosujemy, a tak dużo ludzi męczy się z depresją i chorobami psychicznymi. Oglądałam też trochę o elektrowstrząsach, metodzie również otoczonej jakimś dziwnym tabu, a bardzo skutecznej przy nawracającej depresji. Tak się zastanawiam… Kiedy będzie moment, gdy będę mogła odstawić leki na dobre? Czy kiedykolwiek on nastąpi? Czy jestem „depresyjna” od urodzenia i to tylko nasila się i maleje…? Czy może biorąc leki które w zasadzie działają na mnie słabo, bardziej sobie pomagam czy szkodzę (żołądek cierpi)?… A może wystarczyłoby raz zastosować metodę alternatywną? I najważniejsze – czy będę w stanie odstawić leki na 9 miesięcy, gdyż planujemy niebawem dziecko?… I jak moja choroba na nie wpłynie?

Może ktoś z Was próbował w.wym. metod alternatywnych i pomogły? Dajcie znać.

Spędziłam ostatni tydzień na wyjeździe, z dala od domu, jednak pojawiły się znów intensywne objawy somatyczne powiązane z żołądkiem i strefą czołową mózgu. Fajnie byłoby to zdiagnozować, czy może jakieś wrzody (mam nadzieję, że nie), czy stres spowodowany atrakcjami z dala od domu, czy jedzenie, a może wszystko na raz? Póki co jem ostrożnie… I czekam na wizytę u psychiatry we wrześniu.

Pozdrawiam Was:) Dzięki za każdy komentarz. Poniżej zdjęcie z wakacji;)

20170818_120510

Motywatory cz.1

Witajcie ;) Często w internecie znajduję wiele pozytywnych treści, właściwie staram się nimi otaczać, bo to czym się otaczamy ma na nas wpływ czy tego chcemy czy nie (tak, potwierdzone naukowo), więc otaczam się pozytywnymi treściami ile tylko mogę. Nie oglądam wiadomości (w ogóle telewizji nie mam), bo TV promuje negatywne patrzenie na rzeczywistość. OK, wiem że świat pełen jest katastrof, złych wydarzeń, zbrodni itd. ALE to nie jest cały świat. To tylko wybiórcze wydarzenia. Po co mam skupiać na nich swoją uwagę, gdy nie mogę nic zrobić? Gdy nie jestem za to odpowiedzialna? Gdy to nic nie wniesie dobrego do mojego życia? Dlatego już od dawna nie śledzę wydarzeń na świecie, czasem tylko coś się przebije i przykuje moją uwagę, jak np. ostatnio śmierć fantastycznego muzyka i wokalisty Chestera Benningtona z Linkin Park (nawiasem mówiąc – muzyka bez niego nigdy już nie będzie taka sama… i to jest smutne z jakiego powodu odebrał sobie życie)… Ale to nie jest cała rzeczywistość. To tylko wycinek. My możemy decydować, czym chcemy się otoczyć. Ja decyduję, by umacniać siebie dobrym przekazem, myślami i refleksjami które mogą coś zmienić, polepszyć w moim życiu. Dlatego bez zbędnego gadania, zaczynam dziś cykl Motywatorów;) Będą się ukazywać od czasu do czasu. Miłego oglądania!

0_0_0_316204812

12342467_499921550187252_4585451190500657172_n15622002_236522193451950_5158150021747939996_n19145982_1908165686091770_8825241256791630368_n19748575_1578021248888553_6394604490029890171_n20031787_1450925814995339_4192856056540605633_n20182774_324748324649784_1670564935_ngallery_1408471395_90047420182743_324694297988520_1591750870_n e0a342661f18cbf320c2f87689236043

Błędy wychowawcze

Jako, że planuję zostać mamą, jakoś ostatnio czytam więcej tego typu artykułów. Po terapii, na której przeanalizowałam własne dzieciństwo, zdałam sobie sprawę z wielu błędów w wychowaniu, które zapewne były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Chcąc być świadomym rodzicem, chcę uniknąć ich na ile się tylko da, choć pewnie tkwią one we mnie wciąż głęboko i nie da się wyeliminować ich całkowicie. Ale dlaczego mam się nie starać? Dziś znalazłam cudowny artykuł podsumowujący błędy rodzicielskie (zwłaszcza względem dziewczynek) i polecam Wam go do przeczytania:


http://natemat.pl/203045,7-zdan-ktore-pozbawiaja-kobiecej-sily-slyszalas-je-w-dziecinstwie

19105775_10154996739578705_3970807473995669232_n